Cały czas cybernetyczna technologia się rozwija. Użytkownicy pytają, czego używać z InSound|Camelon i w innych „wersjach kieszonkowych”. I jaki odtwarzacz byłby dobry, jakie słuchawki, itd. Poszedłem więc do renomowanego sklepu audio, żeby potestować z IS różne sprzęty audio. Żadna sieciówka dla mas, miejsce „tylko dla koneserów”.

Wniosek, nie dajmy się zwariować:)


Historia jest taka.
Mój odtwarzacz się rozpadł jakiś czas temu. Stary był, ale jary. Rozpadł się, więc do odsłuchu miałem ze sobą Samsung Galaxy S5 z wyłączonym wifi, bez funkcji telefonu. Miałem też słuchawki KOSS, te dookoła uszne, których używam do spacerów po mieście.

Wchodzę do „saloonu”.

Zza lady hasło, co potrzebuję. Odzew: odtwarzacza cyfrowego, albo rejestratora cyfrowego z możliwością podłączenia mikrofonów pojemnościowych z funkcją odsłuch plików + słuchawki. Ma być zero wifi, zero gsm, zero bluetooth, itp. Nic z tych rzeczy, żeby w tym nie było. Doradca zrozumiał, więc mówię dalej, że mam 30 minut oraz kartę SD z muzą we FLAC. Przyszedłem po-testować i ewentualnie coś wybrać. Ile chcę wydać, pyta. A ja, że nie wiem, że mam kartę płatniczą, więc to nie problem, pytanie tylko co tam ma na miejscu do testów.

W odpowiedzi dostałem kilka odtwarzaczy, w cenach od 1500 do 18000. Cięższe, lżejsze. Ładny design i mniej ładny. Ale niestety wszystko brzmiało bardzo, bardzo podobnie, przynajmniej na słuchawkach, które niby akuratne do tych playerów, a mimo wszystko w brzmieniu takie sobie.

I zaczyna kręcić się ten cyrk brendów, cen, itp. zaklęć.
Bo w pewnym momencie poczułem się jak w jakimś „kościele tranzystorowym”.

Sprzedawca-guru w kierowniczej randze „kapłana audio” użyczył mi też kilka par słuchawek, m.in. Sennheisery model jakiś tam za ileś tam, że „super bas”. Zakładam na minutę i mówię, że poznaję te słuchawki. Miałem kilka lat temu. Poznaję, bo wszystkie sennheisery mają ten sam niemiecki, toporny bas. W odczuciach, jakby się miało hełm esesmana na głowie i dudnienie czołgu dookoła gratis.

Na te słowa prawie się przewrócił. Wpadł pod swój ołtarz, by mnie pewnie czymś spod lady dobić;) I coś tam grzebie, więc mu tłumaczę na spokojnie, że jestem muzykiem i mam określone potrzeby, a na markach sprzętu się nie znam, więc żeby się ograniczył do tego, po co przyszedłem, czyli do testów.

Po prostu zmęczyła mnie ta rozmowa handlowa w klimacie porady duchowej.
Nabożeństwo testów, tajemne paranoid misterium, wtajemniczenie w imiona markowych aniołów audio, a wysokość pokuty w tysiącach. I najgorsze te kazania na górze – omy padme herze, impedancje. Nie moje klimaty, kościółki mnie drażnią, bo tam zwykle wiedzy nie ma żadnej, tylko wykute na pamięć paciorki międlone jak mantry pomiędzy wiernymi tego lub owego brandu. I podobne kłótnie pomiędzy nimi o wyższość jednego boskiego trendu nad innym. No nie lubię tego. Ignorant religijny ze mnie. Uczulenie mam.

Wracamy do sklepu.
No jakoś w końcu luzuje klimat. Atmosferka kościółka zaczyna znikać;) Tylko mi próbuje kapłan jeszcze wcisnąć coś w autorytarnym stylu, że „popełniam błąd, że przez ten wzmacniacz słucham”. I patrzy na kieszonkową wersję IS|Caneleon. A ja jemu, że to nie jest „wzmacniacz”, tylko takie tam cybernetyczne urządzenie, prototyp właściwie do poszerzania percepcji dźwięku. I kończę temat krótko, że jestem do tego poszerzenia percepcji przyzwyczajony, więc bez tego już nie słucham niczego, ani bez tego nie testuję. Oczy mu się lekko otworzyły na tę cybernetykę. Kamienną twarz zmarszczyła nawet jakaś emocja. Ale pełen profesjonalizm, nic nie daje po sobie poznać. A ja też nie ciągnę tematu, bo i o czym tutaj gadać. Testujemy dalej cyfrowe zabawki.

W końcu wybrałem jakiś tam spoko odtwarzacz. Dostałem kolejne słuchawki. Dźwięk był już lekko lepszy, ale znowu coś nie tak, bo cholernie ciężkie. I powtarzam, że potrzebuję na teraz słuchawek głównie do miasta, jakiś lekki model, z dobrymi parametrami, bez udziwnień, więc dostaję jeszcze jedne, i jeszcze jedne, i jeszcze.

Zmęczony już się zrobiłem i mu przypominam, że to głównie do miasta, więc nie będę w hełmofonach chodził po ulicach jak idiota. On już widzi wyraźnie, że ja nie z jego kościoła, więc już normalnym tonem do mnie mówi, że w sumie te KOSSy, co je mam, to i waga i parametry w sumie są ok. jak na taki sprzęt „do miasta”. A cyfrowych rejestratorów nie ma, że „nie zna się” i żeby na forum zapytać.

I mu podziękowałem na koniec. I mówię, „że w sumie to mi Pan bardzo pomógł, bo dotarło do mnie podczas tych testów, że w tej chwili potrzebuję bardziej specjalistycznego sprzętu, którego tutaj nie znajdę”. I on się z tym zgodził. I w zgodzie żeśmy się rozstali. Pozostały wnioski.

 


Wnioski.

Cena wg mnie powinna określać wartość. A cen tych sprzętów w ogóle nie zrozumiałem, jeśli chodzi o efekt. Mnie liczby nie wprawiają w stan bojaźni bożej. Po prostu jak coś jest dobre lub bardzo dobre, to cena jest nieistotna, bo adekwatna do wysiłku twórców. A jak coś się podoba -> to się to bierze, i się ma, i się używa. A tutaj lekki progres w jakości dźwięku oczywiście był, ale też bez szału. Pozostał duży niedosyt, bo logiczne jest, że coś np. za 18 tysi powinno brzmieć przynajmniej kilkakrotnie lepiej od tego za 2 tysiące, a tak nie jest.

Oczywiście omawiamy tutaj sprzęt, dostępny „od ręki” dla każdego, poszukującego czegoś lepszego do słuchania. Bo jest też sprzęt audio typowo audiofilski. Tego typu sprzętu nie ma w ofertach, bo się go zamawia, a dostaje po kilku miesiącach.

Miałem przyjemność słuchania muzy z gramofonów oraz całych zestawów robionych na zamówienia za kilkaset tysi /w USD/. Są też bardzo przyjemne słuchawkowe wzmacniacze lampowe, do tego dorabiane na indywidualne życzenia słuchawki, itd. itd. itd. Jest tego trochę na świecie, małe rodzinne firmy włoskie, amerykańskie produkcje, różne*, ale żadne „znane marki”.

Jednak na spacery po mieście tego typu sprzęt się nie nadaje. A my przecież szukamy czegoś mobilnego -> do mobilnej wersji cybernetycznej maszyny InSound, wykonywanej w testowych seriach na indywidualne zamówienia.


PODSUMOWANIE PRZYGODY| czyli co wybrać do IS i jak to zrobić.

Jeśli masz już IS, a potrzebujesz lepszego sprzętu od ręki, „w dobrej cenie”.

Słuchawki do IS
Po przetestowaniu tego wszystkiego uważam, że spokojnie do InSounda wystarczą słuchawki „miłe dla ucha” oraz odpowiedni odtwarzacz. Byle nie te 3 pinowe badziewia z telefonów komórkowych, bo tam już nic nie słychać.

Wniosek jest taki, że myśląc o doborze sprzętu do słuchania trzeba „wejść w doświadczenie”.
Nie ma co się za bardzo sugerować opiniami z forów kościołów tranzystorowych. Można się lekko zainspirować, ale i tak trzeba pójść do jakiegoś salonu, byle jakiegoś większego, bo ten, w którym byłem… w sieci wygląda inaczej, a w realu wygląda jak skrzyżowanie lombardu z komisem telefonów komórkowych;) Mało przestrzeni na coś więcej, niż szybki dil.

WYBÓR SPRZĘTU do IS| PROSTA INSTRUKCJA

1. Weź ze sobą odtwarzacz oraz swój model IS.
2. Wybierz słuchawki w jakimś spokojnym salonie, np. w Berlinie jest kilka takich miejsc, a ceny to czasami połowa tego, co w Polsce.
3. Porównaj sobie na ucho wszystko i podejmij decyzję.

Uwagi do parametrów słuchawek kompatybilnych z IS.
Z doświadczeń z cybernetyczną maszyną do poszerzaniem dźwięku wychodzi na to, że IS potrzebuje szerokich pasm częstotliwości. Im niższy parametr niskich częstotliwości tym lepiej /najlepiej o kilka naście Hz poza progiem słyszalności /poniżej 18Hz/. Góra też powinna być kilka tysięcy Hz ponad granicę słyszalności /powyżej 20 000 Hz/.
Membrany od 30-40 mm średnicy.

Odtwarzacz cyfrowy do IS.
Cała magia „wypasionych” playerów polega na tym, że te droższe mają wbudowane wzmacniacze, więc wymagają słuchawek o adekwatnych parametrach – inaczej dudni wszystko jak w „ruskim czołgu”.

Uwagi do parametrów słuchawek kompatybilnych z IS.
Prosty odtwarzacz, bez wifi, gsm, czyli SPRZĘT AUDIO można sobie dokupić za kilka stówek. Byle potestować z wygodnymi słuchawkami i można spokojnie w miasto lecieć w „sonicznym skafandrze”, by wejść głębiej w świat „miejskiego szamana”, by np. poznać magię spacerów w dystansie do hałaśliwego stresu miasta.


Uwagi do IS, czyli relaks w mieście.
Jak się na co dzień żyje w większym mieście, to wiadomo – o relaks ciężko. Do lasu nie ma czasu podjechać, a parki znikają zalewane betonem. Dla mieszczucha IS jest więc idealny. Daje ten relaksujący oddech i poczucie przestrzeni dookoła, której w betonie brakuje.


InSound | InSpace.
Ale jak już do lasu się pojedzie, to wiadomo najlepiej zdjąć wszystko, nawet ubranie. Cywilizację wirtualną zostawić, na analogowym mchu się położyć, bicia serca Ziemi posłuchać i ptaków, w gwiazdy popatrzeć. Wtedy w szumie strumienia można usłyszeć drogi mlecznej cichą pieśń. I to doświadczenie analogowego dźwięku daje przestrzeń, której żadne słuchawki nie oddadzą. Za to z IS można ten klimat poczuć pełniej

P.S.
Guru się mnie na koniec rozmowy pyta patrząc na „rurę” z tłumioną ciekawością – co to jest i, że poczytałby o tym, o „parametrach” i „zasadach działania”. A ja mu na to, że to zupełnie inna bajka, wyższa matematyka i nic, co zna i na czym się zna. W związku  z tym nie ma o czym czytać, bo na tę chwilę to prototypowa /choć w pełni funkcjonalna/ kieszonkowa wersja większych urządzeń studyjnych i „technologia z przyszłości”.

Bo tak jest. IS to wynalazek i urządzenie ponad „górną półką”. Zupełnie nowe rozwiązanie, trudne do opisania językiem potocznym, zrozumiałym dla „konsumenta”. Lepiej się wsłuchać w efekt.

Nawet trzeba się wsłuchać.
A do tego też potrzebne jest kilka rzeczy. Trzeba mieć czas na odsłuch. I nie tylko trzeba mieć „wrażliwe ucho”, ale i wrażliwość ogólnie większą od średniej statystycznej. Trzeba mieć „to coś” w sobie. I tyle. I jeśli masz „to coś”, zapraszamy do newslettera>>>.

Pamiętaj, że IS jest projektem badawczym.
InSound’a w komercyjnej wersji,  w „ilościach hurtowych” szybko nie zobaczymy.
Aktualnie wypożyczamy ten sprzęt na specjalnych zasadach, w krótkich seriach, w różnych typach i modelach.
Wybieramy ludzi, zainteresowanych nowymi, twórczymi eXperymentami z dźwiękiem.

Dobra wiadomość jest taka, że…
Za jakiś czas pojawi się lista użytkowników z różnych miejsc świata, którzy wyrazili zgodę i ochotę na to, by swój InSound udostępniać do odsłuchów w swoim mieście.

 


*
Co ciekawe tego typu sprzęt audiofilski np. z InSound Masser’em gra jeszcze lepiej.
Zamienia pomieszczenia w prawdziwy statek kosmiczny;) w przestrzeń nowych, głębokich wrażeń i doznań.

Z kilkunastu lat doświadczeń z tą technologią wynika, że wszystko brzmi lepiej. I to nie tylko cyfra, ale i analogowe w pełni instalacje oraz brzmienia. Z IS wszystko brzmi szerzej, pełniej, więcej głębi i przestrzeni pojawia się między cyfrowymi próbkami dźwięku, co dla mnie jest ważne, bo ja słyszę ten płaski wymiar „próbki”, czego skutkiem jest to, że na lata przestałem słuchać muzy. IS dopiero wszystko zmienił.